Internetowe Koło Filatelistów informuje, że na swoich stronach www stosuje pliki cookies (tzw. ciasteczka). Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie przez nas cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami Twojej przeglądarki.

 

Zielona Antarktyda

Zielona Antarktyda? Niemożliwe, gdzie na tym lądzie, na którym można poznać wszystkie odcienie bieli można znaleźć zieleń? Zieleń lasów, łąk, szmer potoków, a przede wszystkim poczuć ciepło promieni słonecznych. Pewnie takie sny pełne zieleni i słońca nawiedzają polarników, gdy wokół stacji szaleją huraganowe śnieżyce a ciepło jest wtedy gdy jest jedynie 10 stopni mrozu.

Można sobie wyobrazić, więc zaskoczenie pierwszych odkrywców, gdy wśród omiatanych śnieżycami skał znaleźli skamieniałe pozostałości roślin. Czy to jakieś omamy czy naprawdę kiedyś było tutaj zielono?. Taka myśl w pierwszym momencie wydaje się wręcz nieprawdopodobna, a jednak, odkąd ludzie po raz pierwszy postawili stopę na Antarktydzie, wprawiły ich w zdumienie skamieniałości drzew, liści, a nawet kwiatów.

Natknął się na nie po raz pierwszy James Eights  (1798-1882) lekarz, naukowiec a także malarz z miejscowości Albany w stanie Nowy Jork, który w latach 1829-1831 przybył tutaj jako przyrodnik z wyprawą polarną pod dowództwem Nathaniela Palmera. Palmer jest jednym z najbardziej poważnych kandydatów do miana odkrywców Antarktydy, ale to temat na osobny artykuł.

Tymczasem gdzieś na Wyspie Króla Jerzego Eights natknął się na coś niezwykłego. Oddajmy więc głos człowiekowi który jako pierwszy dotknął antarktycznej skamieliny. Był to:
...fragment skamieniałego drzewa tkwiący pionowo w skalnym zlepieńcu. Miał dwie i pół stopy długości, cztery cale średnicy, był czarny, miał wyraźną strukturę drzewa, na górnym końcu widać było koncentryczne kręgi?. Niestety za czasów Eightsa nie potrafiono sensownie wyjaśnić tego pochodzenia tego znaleziska. Najbardziej popularna wersja mówiła że są to ślady biblijnego potopu.

Po upływie 80 lat po drugiej stronie Antarktydy powraca po zdobyciu bieguna piątka śmiałków pod dowództwem R. Scotta. 8 lutego 1912 roku znajdują się w rejonie Olive Block w górach Transantarktycznych. Tutaj na wysokości ok 1500 metrów nad poziomem morza znajdują skały wolne od śniegu. Scott w swoim dzienniku tak opisuje pierwsze wrażenia na ten widok:

 Wiele można by napisać na temat rozkoszy, jaką się odczuwa postawiwszy znowu nogę na skale po 14 tygodniach śniegu i lodu... To tak, jakby wysiadło się na ląd po długiej morskiej podróży....Znaleźliśmy się pod pionowymi ścianami wietrzejącego szybko piaskowca, w którym znajdowały się żyły prawdziwego węgla. W tych ostatnich Wilson swym bystrym wzrokiem wypatrzył kilka odcisków roślinnych, znalazł także kawałek węgla z pieknie odciśniętymi w warstwach liśćmi, jak również kilka świetnie zachowanych odcisków grubych pni ukazujących budowę komórkową?

Polarnicy zebrali 16 kilogramów okazów geologicznych. Nie pozostawili ich do samego końca, zdając sobie sprawę z wagi tego odkrycia. Gdy w listopadzie 1912 roku ekspedycja ratunkowa znalazła martwe ciała uczestników wyprawy, stwierdziła że nieopodal namiotu stały sanki z kamiennym ładunkiem.

Dopiero po następnych kilkudziesięciu latach poznano wiek tych skamieniałości. Były to pozostałości drzew, które przed 3 milionami lat rosły nad śródlądowym morzem. Nie są to najstarsze znaleziska. Te, znalezione na wyspie Króla Jerzego liczą około 16 milionów lat.

Skamieniałości świadczą o rzeczy zdumiewającej ? Antarktyda nie zawsze była skuta lodem. Badania geologiczne dostarczyły dowodów na to, że kiedyś była częścią wielkiego kontynentu. Było to ponad 200 milionów lat temu. Ten wielki kontynent, nazwany niejako pośmiertnie, Gondwaną składał się z dzisiejszej Australii, Półwyspu Indyjskiego, Afryki z Madagaskarem oraz Ameryki Południowej. Gondwana leżała bardziej na północ i miała klimat podzwrotnikowy, mówiąc dzisiejszymi kategoriami.

Najstarsze antarktyczne skamieniałości z odciskami morskich bezkręgowców pochodzą sprzed 500 milionów lat i są tak stare jak kontynent którego już nie ma.

Bogactwo odkrywanych skamieniałości jest wręcz zadziwiające. Najbardziej obfite w znaleziska miejsce to kraniec Półwyspu Antarktycznego, a zwłaszcza wyspa Seymour.

Wyspa Seymour leży na Morzu Weddella, i jest oddalona o 48 kilometrów od Płw. Antarktycznego. Mierzy zaledwie 19 km długości i 4 do 6 km szerokości. Od innych wysp antarktycznych różni się tym, że prawie nie ma na niej trwałej pokrywy lodowej, z tego też powodu od samego początku stanowiła wręcz idealne miejsce na poszukiwania skamieniałości. Właśnie tutaj  w roku 1892  znaleziono pierwsze skamieniałości antarktyczne organizmu Cucullaea donaldi , udokumentowane publikacją naukową w r. 1894 autorstwa Sharmana i Newtona. Oprócz liczących 40-50 milionów lat skamieniałych kłód drewna odnaleziono także liczące sobie 40 milionów lat szczątki ogromnego pingwina Znaczek wydany przez pocztę Mikronezji nie przedstawia co prawda tego znaleziska, ale, za to możemy zobaczyć na, nim jak wydał przodek dzisiejszego pingwina afrykańskiego żyjącego na wybrzeżach Namibii będącej miliony lat temu częścią Gondwany.

Mniej więcej 150 milionów lat temu siły tektoniczne zaczęły rozrywać Gondwanę. Powoli oddzielały się Afryka, następnie płw. Indyjski, Ameryka Płd. i na końcu Australia. Nadal panuje sprzyjający klimat, na ziemi i wodach ciepłego oceanu dominują dinozaury.

Wtedy to, około 100 milionów lat temu przodek dzisiejszego pingwina utracił zdolność latania i wkroczył do oceanu.

Niestety, po ostatecznym rozpadzie Gondwany i kresie ery dinozaurów kontynent znany jako dzisiejsza Antarktyda dryfuje w okolice bieguna południowego. Około 35 milionów lat temu, otoczona Oceanem Południowym, który z każdym rokiem poszerzał się o kilka centymetrów, Antarktyda stygła mniej więcej o 1 stopień na milion lat. W końcu doszło do tego, że śnieg szybciej się gromadził, niż topniał, i około 4 miliony lat temu, zaczęła się formować dzisiejsza pokrywa lodowa. Lodowce powoli niszczyły wszelkie życie w głębi lądu, ocalałe żywe organizmy stłoczyły się na wąskich pasach wybrzeża lub na pobliskich wyspach.  Po latach dawnej świetności pozostały tylko ślady skamielin na zboczach gór takie jak na tym zdjęciu z wyspy Seymour:

Fala zlodowacenia zniszczyła praktycznie wszystkie formy życia. W głębi lądu Antarktydy życie zostało w większości unicestwione, choć pewne proste jego formy, jak kilka gatunków bakterii, glony, nieliczne roztocza, znalazły schronienie na wolnych od lodu ostańcach skalnych tzw. nunatakach. Rośliny i zwierzęta, które dziś obserwujemy, to przeważnie późni przybysze. Skolonizowały one same brzegi kontynentu po cofnięciu się lodowców, wyrzucone na brzeg wraz ze szczątkami rozbitego statku, przyniesione wiatrem lub przyczepione do ptasich łap i piór.

Jedynie pingwiny są niemymi świadkami dawno przebrzmiałej świetności Gondwany i przez miliony lat jedynymi pełno prawnymi gospodarzami tego kontynentu. Jednocześnie są żywym dowodem na olbrzymią wolę przetrwania i triumfu życia.